niedziela, 1 maja 2011

snafu


Specjalistka od sytuacji bez dobrego rozwiązania. To ja. Kolejny raz. Co ja mam w sobie takiego, że non stop musi mnie miotać między zdarzeniami, które nie dają mi normalnie spać, żyć, marzyć, wierzyć?
 Czy to jest tak, że nasze żelazne zasady, nasze wartości bez których nie potrafiliśmy żyć się dezaktualizują? Inaczej chyba nie mogę wyjaśnić tego co się ze mną dzieje...


W psychologii, gdy jednocześnie czegoś bardzo chcę i nie chcę, nazywamy konfliktem dążenie-unikanie. Jest to sytuacja bardzo obciążająca nasz system poznawczy- miotamy się jak postąpić, jakie rozwiązanie wybrać, co jest dla nas lepsze. Już chcemy, już ,,to" prawie robimy i... o nie, nie...nie mogę tego zrobić! Bo... No właśnie- tutaj pojawia się druga strona medalu- nie chcę tego zrobić z kolejnych tysiąca powodów. Każdy sposób rozwiązania, czy to z jednej czy drugiej strony, jest zaraz negowany. Długo utrzymujący się stan ,,zawieszenia" w próżni prowadzi do dysonansu poznawczego- sytuacji w której każde nasze działanie musi być zracjonalizowane abyśmy mogli spokojnie spać. Powiedzmy wybraliśmy sytuację A, zrobiliśmy ,,to" i wszystko zrobimy aby z naszym wyborem było nam dobrze. Dlatego druga opcja jest odtrącana niczym trędowata. Uruchamiamy szereg mechanizmów obronnych, tłumaczymy sobie nasze decyzje i szukamy potwierdzenia ich słuszności dookoła.  Dlaczego tak jest? to proste- chcemy się czuć ze sobą dobrze, wiedzieć że jesteśmy racjonalnymi istotami dokonującymi poprawnych wyborów. Nie chcemy być uważani za głupców, nawet tylko i wyłącznie przed sobą. Nasza samoocena to dziecko o które dbamy najbardziej prze całe życie! Można powiedzieć, że wszystko co robimy robimy dla siebie- właśnie po to aby połechtać nasze ego, i mieć kolejny powód do udowodnienia sobie że jesteśmy ok. Czy to coś złego? widocznie nie, skoro tak zostaliśmy skonstruowani. Gorzej tylko gdy przeradza się to w samozachwyt, czysty hedonizm i brak wzglądu na innych. Gdy nasze decyzje, jakie by one nie były są uważane za najlepsze a przez to zamykamy się na możliwość nauki na błędach i możliwości wyciągania wniosków z najtrudniejszej lekcji, jaką jest...życie.

No i co ze mną?... wiem co się ze mną dzieję w sytuacjach rozdarcia, z łatwością mogę dobrać pojęcia do symptomów, działania do konsekwencji....... ale to chyba tylko utrudnia mi podjęcie właściwych decyzji. Niestety władzy nad popędami, instynktem, marzeniami i presją dookoła nie zawsze mamy, lub po prostu brak nam sił...Tak, te zdecydowanie czuję że są na wyczerpaniu. zobaczymy jak długo jeszcze będę nieugięta. Jak daleko pojadę na rezerwie.

środa, 9 marca 2011

mętlik


Po co ludzie piszą blogi? Czy to jakieś ekshibicjonistyczne zapędy?
Może uda mi się znowu zacząć. Po co? Bo układanie myśli i emocji odwirusowuje umysł. Mało tego! Może kiedyś ktoś czytając jakieś zdanie zostanie zainspirowany do zmian na lepsze. Nasz chrześcijański obowiązek można by rzec.
Mam mętlik w głowie i żaden wątek nie wydaje mi się na tyle ważny aby go rozwijać. Mam wrażenie że impuls elektryczny przebiegający teraz wzdłuż moich neuronów jest tak samo niezdecydowany, jaką wybrać ścieżkę, jak ja w swoim życiu. Nie wiem nic. Ostatnio tak niesamowicie cieżko mi zobaczyć siebie w moim własnym życiu. Cierpienie podobno uszlachetnia, ale też zabiera nam piękną część nas samych, gdzie znajdowały się naiwne prawdy, czyste emocje, spokój... Tak, jego brak mi zdecydowanie najbardziej. Pracując nad sobą coraz częściej zauważam jak ważny jest porządek w środku. Pozałatwiać wszelkie sprawy samemu ze sobą. O ile te sprawy zależą tylko od nas... Co wtedy kiedy tak nie jest? Pamiętaj że ludzie których kochamy nie umierają tylko śmiercią...


Każdego dnia brak mi chociażby świadomości że istniejesz.
W zbyt silnym uczuciu zatraca się kontakt z rzeczywistością zewnetrzną.
Świat wewnetrzny nagle ma podwójne dna. Jest tak głeboki...tak niepoznany.
Morze emocji i gdybań. Wszystkie bez odpowiedzi...
Najgorzej gdy jesteś pedantem swojego ,,ja" i ten brud Cię dezorientuje.
Każdego dnia powtarzam sobie, że będę kiedyś szczęśliwa.
Chyba nie oddałam Ci wszystkiego co najlepsze we mnie?
 Zostawiłeś mi chociaż szczypte mojej dawnej energii?
Pozwoliłeś mi wierzyć, że ludzie są źli, że moja naiwność mnie zgubi, że warto nieufać.
Pokazałeś mi że można żyć pozorami. Nauczyłeś mnie dystansowac się do każdego..
Nauczyłeś mnie bać się ludzi...
Pokazałeś jak ten świat na prawdę wygląda. Zaserwowałeś mi danie z najlepszej restauracji bólu, którego nie potrafię strawić.
Zaserwowałeś mi lekcję do której byłam zupełnie nie dojrzała.
Jestem tak infantylna, tak naiwna, tak niesamowicie wierna ideałom, które już wiem że nie istnieją.
Boję się...
Każdego dnia, każdego zbliżenia do kogoś, każdego bezinteresownego uśmiechu.
Cierpienie uszlachetnia dopóki nie zabiera nam naszej nieskażonej części.
Jednak wolałabym żyć złudzeniem że są ludzie szlachetni.

Nie chcę byś cierpiał, nie chcę byś był skażony zarazą świata. Wiem że to nie Ty...
Mimo wszystko nadal chcę w to wierzyć. Chciałabym otoczyć Cię niewidzialną mgiełką ciepła...
Nie utrać światła, nie tak się umawialiśmy.

Nigdy nie nauczę się już żyć niepełna siebie.
Zabrałeś moją część.
Boję się nawet pozwolić komuś ją odbudować... Znowu zacznę ranić.
 Tak, tyle razy już słyszałam o tym że jestem jak narkotyk...

piątek, 6 sierpnia 2010

powrót

   Nie wiem czy to dobrze, czy to źle kiedy widzimy jak czas szybko umyka. Blog jest, jak widzę, dobrym miernikiem pędzących wskazówek. Dawno mnie tu już nie było i przyznam, że czuje się nieswojo... I sama nie wiem, czy bardziej nie wiem od czego zacząć, czy bardziej nie wiem jak.
Wydarzyło się dużo. W środku mnie również.
    Na samym początku wakacji dostałam zastrzyk motywacji, (zdecydowanie na dłużej niż tylko te kilka miesięcy) i mam zamiar go powtórzyć już niedługo. Znowu mnie trochę nie będzie ale postaram się trochę o tym powiedzieć. Bo jest o czym;) Rozwój osobisty to piękne dzieło, chociaż czasami bywa najtrudniejsze. Poskromienie wewnętrznego lenia i zmobilizowanie sił do odkrycia siebie- brzmi szumnie i chyba jest w tym trochę prawdy. Mowa tu o obozie dotyczącym wykorzystywania swojego potencjału, efektywnego uczenia zgodnie z możliwościami naszego ,,mózgu;)", rozwijania swoich możliwości, odkrywania talentów, doskonalenia ich..Po prostu rzeźbienia w sobie. Spodobało mi się i następny obóz będę prowadzić ja;) [Dziękuje za zaufanie Marku! I za to że tak wierzysz w CZŁOWIEKA.]
   Wyjazd z ,,europejskimi ludźmi" też dużo mnie nauczył. Podróże kształcą, to prawda. Myślę, że to nie kwestia tylko zaliczenia kilku nowych miejsc, obejrzenia kilku budynków z pocztówek i zrobieniu fajnych zdjęć. Poznanie nowych ludzi chyba też nie wyczerpuje listy dobrodziejstw powyjazdowych. Zmienia się sposób patrzenia na świat, rozumienia sytuacji społecznych, również z uwzględnieniem różnic międzykulturowych. No właśnie, te różnice. Niesamowicie ciekawa sprawa. Ja szoku kulturowego nie doświadczyłam, ale na przykład koleżanka z Azerbejdżanu... Napisze o tym potem;) Kultura tego kraju bardzo mnie zainteresowała, szczególnie gdy widziałam jej ogromne zdziwienie i zaszokowanie  na sytuacje dla nas zupełnie zwyczajne i ,,normalne" (no tak do końca to one normalne nie były;). Kolejny klejnocik powyjazdowy-język. Ogromna motywacja do nauki no i praktyka na miejscu. No i też ciekawe doświadczenie kiedy mniej gadam. Hihihihi...
   Co jeszcze ma wpływ na moje przemiany wakacyjne? Na pewno rozłąka. Dwa miesiące oddzielnie z ukochaną osobą to zdecydowanie za długi okres czasu na delektowanie się tęsknotą. Ja już mam tego naprawdę dość i zaczynam czuć się...samotna. Bardzo dziwne uczucie. Staram się dokładnie zapamiętać moje reakcje aby za ten (jeszcze) miesiąc móc bardziej docenić to co mam.
  A sesja? Pięknie, gładko i...jestem na 5 roku. Przeraża mnie to okropnie. Praca magisterska i poszukiwanie jej imienia nie jest tym co Dorcia lubi najbardziej. To będzie ciężki rok. Mam bardzo dużo planów a czasu w zapasie, jak zawsze nie posiadam. Praktyki? Ślub? Praca? Mieszkanie? Dyplom? Obozy? Integracje? Języki? Po co mi ta motywacja???;)

czwartek, 20 maja 2010

sins- continuation;)




i specjalnie z dedykacją dla Seby - chciwość, wersja męska;)

środa, 19 maja 2010

LipDub KUL

Niestety mnie tam nie było, ale wiem, że będę za rok! Super robota Kochani!

Mi podoba się bardzo;)

grzechy










Coś widzę, że moja nieświadomość coraz chętniej chce sie ujawnić. Wymyślając kolejne posty czasem mam wrażenie jakbym sama siebie diagnozowała z metod projekcyjnych. Bo to w sumie jest projekcja. Nie oszukuje się już;) Muszę popracować nad sobą. Ale ta interpretacja grzechówmimo wszystko bardzo mi się podoba.
(tylko dlaczego na każdym rysunku jest kobieta?!)